środa, 20 listopada 2013

Biżuteryjna sztuka (z) ulicy...


Zaskakująca, zmysłowa, elegancka, nosząca nienachlane dodatki. Kobieta? Nie. Przestrzeń miejska.

Liesbet Bussche to belgijska projektantka, której twórczość słynie z nietypowego połączenia makro biżuterii i outdoor’u. Tworzona przez nią biżuteria nie jest jednak zwykłą, ozdobną błyskotką. Jej prace to akt personalizacji miejsca. Dzięki Bussche miasto przestaje być czymś oczywistym, codziennym ma swoją tożsamość. staje się zagadką dla jego odbiorcy.
Autorka umieszcza swoje dzieła w przestrzeni publicznej, następnie pozwala im istnieć we własnym zakresie. Wykorzystuje to przestrzeń – dookreślona biżuterią,  piękna i wolna – wchodzi w zmysłową interakcję z przechodniem i skłania go do refleksji.



Tutaj możecie znaleźć więcej projektów artystki.
Polecam także wywiad z Liesbet Bussche dla miesięcznika Polski Jubiler.


anna kowalczyk

środa, 7 sierpnia 2013

Przyjdź, zobacz, poturlaj się, doświadczaj, improwizuj!



Muzeum Sztuki Współczesnej w Łodzi ruszyło właśnie z nową wystawą, jest to wystawa wyjątkowa, bo pierwsza w Polsce poświęcona w całości tańcu. Kuratorki wystawy postarały się, aby była ona innowacyjna, odważna i interaktywna, prowokują nas tytułem “Przyjdźcie, pokażemy Wam co robimy” i zapraszają do aktywnego uczestnictwa. Wystawa nie przypomina bowiem muzealnej ekspozycji - jej formuła opiera się na założeniu stworzenia otwartej dynamicznej przestrzeni, w której wydarza się nieoczekiwane, bo rzecz nie tyle o samym tańcu co improwizacji tańca. 

Otwarta 7 czerwca wystawa “Przyjdźcie, pokażemy Wam co robimy”, to przestrzeń w której umieszczone są specjalnie zaprojektowane przez grupę BudCud “sprzęty do improwizacji” oraz projekcje przedstawiające pionierów kontakt improwizacji. Niektóre nagrania wyświetlane są po raz pierwszy. Są to dokumentacje pierwszych improwizacyjnych projektów: film śledzący 11 lat rozwoju kontakt improwizacji, dokumentacje występów Steve’a Paxtona, pioniera kontakt improwizacji oraz projekcje istotne dla rozwoju myśli o tejże sztuce. Na ścianach widzimy zatem filmy przedstawiające turlających się, „przewalających się” przez siebie ludzi, podnoszących się nawzajem, rzucających się na siebie, doświadczających kontaktu z drugim człowiekiem. Na podłodze natomiast czekają na nas sprzęty BudCud, które prowokują do samodzielnego doświadczenia. Sama przestrzeń jest więc niezwykle otwartym miejscem obserwowania jak i praktycznego próbowania.

W tej właśnie otwartej przestrzeni ekspozycję przez kolejne kilka miesięcy będą na żywo improwizując, tworzyć zaproszeni artyści, tancerze oraz widzowie. Zaproszenie przyjęli topowi improwizatorzy, m.in.: David Zambrano - który w ramach wystawy stworzy spektakl, pierwszy raz z Polskimi tancerzami, Yaniv Mintzer, Ray Chung, Lisa Nelson oraz polscy artyści: Jan Peszek, Witold Jurewicz, Dawid Lorenc, Paweł Szamburski, Patryk Zakrocki, Iwona Olszowska, Jacek Owczarek ze swoją grupą Pracownia Fizyczna od kilku lat działający w Łodzi i inni. 

Tytuł, który jest zarazem hasłem reklamowym wystawy, to zapożyczenie z nazwy cyklu pierwszych pokazów kontakt improwizacji Steve’a Paxtona i praktyków skupionych wokół niego: “You come, we’ll show you what we do”. Hasło zaprasza i prowokuje, zachęca do ciągłego podążania i uczestnictwa, do wspólnego przeżywania i doświadczania. Będziemy mogli uczestniczyć w warsztatach, projekcjach filmów, pokazach, wykładach. Muzeum od czerwca do października skupi wokół tańca i improwizacji ogromną i bardzo zróżnicowaną grupę ludzi.

Muzeum Sztuki współczesnej podejmując temat improwizacji tańca kontynuuje swoją misję, która przyświeca tej instytucji od samego początku jej istnienia: dbania o współczesną awangardę. Dzięki Muzeum Sztuki w Łodzi, improwizacja tańca i kontakt improwizacja doczekała się polskiego opracowania naukowego, niesamowitej promocji, dzięki której nie będzie już tylko sztuką znaną w większości praktykom, ale ma szansę zaistnieć w szerszej świadomości społecznej. Wystawa potrwa do 20 października, a jej zwieńczeniem będzie wydanie książki - pierwszej w Polsce o tej tematyce, na którą złożą się przetłumaczone artykuły i opracowania dotyczące kontakt improwizacji, oraz teksty napisane przez polskich badaczy i praktyków tejże sztuki na potrzeby publikacji.

Otwarcie wystawy, w zupełnie nietypowym stylu zainaugurował “performing lecture” - wykład performatywny, poprowadzony przez Iwonę Olszowską. Było to spełnienie obietnicy Muzeum zawartej w tytule: Ci, którzy przyszli, mogli zobaczyć co ONI - kontakt improwizatorzy robią. Iwona Olszowska krok po kroku wytłumaczyła publiczności, a tancerze równocześnie improwizujący, unaocznili, czym właściwie jest kontakt improwizacja i co skłoniło jej twórców do podjęcia eksperymentów w tym zakresie. Podążaliśmy zatem od jabłka Newtona, poprzez strukturę ludzkiego ciała, zasady fizyki, przez rolę zmysłów, aż do marzenia o lataniu i idei wspólnoty jaką wytwarza improwizowanie w kontakcie. Kontakt Improwizacja została przedstawiona jako swobodne wykorzystanie potencjału naszego ciała do spadania, latania, oddawania ciężaru w formie aktywności fizycznej i świetnej zabawy. Najlepszą recenzją pokazu była radość najmłodszych widzów czerpana z samego patrzenia na poruszających się tancerzy oraz komentarz kilkuletniej dziewczynki: “Ale się wygłupiają”. I rzeczywiście, cała wystawa pokazuje nam jak bliska naturalności i pierwotności jest sztuka improwizacji w kontakcie: spontaniczna aktywność ruchowa, wyzbyta zamysłu, planów, oceny; dotyk drugiego człowieka; wykorzystanie swojego ciała, które na przestrzeni lat przeszło tak ogromny regres, tresurę kulturową, płciową. Dla mnie osobiście wystawa rzeczywiście otwiera ogromną przestrzeń do wielu dyskusji i jestem przekonana, że każdy kolejny jej punkt będzie nie tylko poszerzał spektrum rozumienia improwizacji tańca, ale miał odniesienie do rozważań o kondycji sztuki i człowieka w ogóle.

niedziela, 21 lipca 2013

Kreatywność reklamy, jej największym atutem


W dobie zalewania populacji wszechobecną reklamą, jej niestandardowe formy przeżywają swój triumf. Jest tak przede wszystkim dlatego, że reklama ambientowa jest reklamą kreatywną i ma jeszcze szanse na zaskoczenie odbiorców, ponad to jej celem jest wykorzystywanie kontekstów związanych z promowanym produktem i wchodzenie w interakcję z otoczeniem i odbiorcami. Dlatego coraz częściej kreatywny pomysł na reklamę dostosowaną do konkretnego produktu i grupy odbiorców jest dużo bardziej skuteczny niż setki metrów powierzchni reklamowych. Świetnym przykładem sukcesu reklamy niestandardowej jest promocja wystawy “Korespondencje” Muzeum Sztuki w Łodzi. Trafione było przede wszystkim hasło reklamowe: “Będę w Łodzi od 14 grudnia” z podpisem jednego z artystów wystawy: Picasso, Kandinsky, Andy Warhol bądź Klee. Bezdyskusyjnym triumfem ambientu były zaś przeźroczyste naklejki z hasłem reklamowym wypisanym jakby markerem przez samych artystów, rozklejone w różnych częściach miasta. Przez cały okres trwania kampanii miało się wrażenie, że artyści: Picasso, Kandinsky, Andy Warhol bądź Klee żyją, ukrywają się pod ciemnymi płaszczami i bawią z nami w podchody, zostawiając wszędzie zaproszenia na spotkanie w Muzeum Sztuki. Napisy przywoływały wspomnienia kolonijnych napisów „Tu byłem. Piotrek 89”, tym bardziej, że pojawiały się wszędzie: w toaletach, na szybach, stołach kawiarni, słupach, teatrach, tramwajach, pociągach. Kampania objęła pięć miast Polski, wykorzystywała najmocniejszy punkt wystawy, powszechnie rozpoznawalne nazwiska artystów, jednocześnie forma promocji była bliska codzienności odbiorców, na wyciągnięcie ręki i niewątpliwie zwracająca uwagę. Ten, jakże prosty i wyjątkowo skuteczny pomysł wywołał wielki efekt medialny i sprowadził tłumy na ulicę Ogrodową w Łodzi do MS2. 

poniedziałek, 15 lipca 2013

“My beds are everywhere” czyli “Wszystkie łóżka Leszka Bzdyla”

Myślę, że mogę zaryzykować stwierdzeniem, że prawie każdy artysta ma profil na Facebooku. Ten niesłychanie popularny portal internetowy jest w tym momencie jednym z najlepszych kanałów promocji w sieci, o czym nikogo nie trzeba przekonywać. Lecz Facebook może stać się również inspiracją do przedsięwzięć twórczych, jak choćby łóżka fotografowane przez Leszka Bzdyla, które stały się przedmiotem wystawy, są tego przykładem.

Leszek Bzdyl, słynny tancerz, założyciel Teatru Dada von Bzdylow, teatru, który niedawno świętował 20-lecie korzysta z Facebooka jak każdy inny zjadacz chleba. Jednak od tego przeciętnego użytkownika różni go ilość znajomych (ponad dwa i pół tysiąca) oraz popularność każdego jego wpisu. Zasięg jego aktywności na portalu jest szeroki, a dzięki rozpoznawalności i autorytetowi jakim cieszy się w środowisku tańca, każdy jego “post” odbija się echem. Prozaiczne posty przeplatane są linkami do dyskusji o sztuce i tańcu, postami promującymi spektakle Teatru von Bzdylow, licznymi zdjęciami artysty, żartami, maksymami. Swoim profilem facebookowym Bzdyl podkreśla swój wizerunek awangardowego artysty - cynicznego, przewrotnego, zabawnego i inteligentnego, uwielbianego, tanecznego celebryty.

Bzdyl przyznaje się, że dał się wciągnąć w facebookową wirusową chorobę. Chęć dzielenia się wszystkim i czymkolwiek ze znajomymi sprawiła, że Bzdyl zaczął fotografować łóżka w których sypia i zamieszczać je na swoim profilu: łóżka hotelowe, puste, ze skotłowaną pościelą. Tak narodził się projekt "My beds are everywhere". Jest to rodzaj pamiętnika, dziennika łóżkowego. Jak mówi Bzdyl, zdjęcia łóżek budzą w nim wspomnienia danych miejsc, które łatwo zostałyby zapomniane, zatarte przez kolejne miasta i kolejne łóżka. Łóżkowy album stawał się coraz bardziej ekscytujący dla artysty, gdy fotografie wzbudzały zainteresowanie znajomych i fanów. Wraz z objętością albumu rosła jego popularność i stawał się punktem wyjścia ciekawych rozmów, komentarzy, uwag.


Zatoka Sztuki zainteresowała się facebookowym szałem Bzdyla i jego łóżek, i zaproponowała mu wystawę. Tak, po czterech latach z cyberprzestrzeni internetowej 150 łóżek Bzdyla powędrowało na ściany galerii. Wernisażowi towarzyszył performance Bzdyla, równie bezprecedensowy co cała wystawa. Polegał on na wystawieniu autentycznego łóżka, a raczej łoża z Leszkiem Bzdylem w pościeli i przygrywającym obok Olem Walickim w piżamie. Oglądający wystawę mogli położyć się obok artysty, odpocząć, porozmawiać...



Bzdyl zarzeka się, że “My Beds are everywhere” jest projektem nie-artystycznym. Pomimo tego wzbudził wiele emocji, najpierw znajomych na Facebooku, później zainteresowanie Zatoki Sztuki a ostatecznie wywołał szum medialny. Mam wrażenie, że projekt urzeka swoją prostotą, szczerością i sentymentalnością. Pomimo niewielkich walorów artystycznych całego przedsięwzięcia (bardziej niż z artystą ma się wrażenie mieć do czynienia z maniakiem), projekt budzi sympatię, szczególnie jego facebookowa historia oraz pomysł Bzdyla na kontynuowanie go na portalu dośmiertnie. Artyście życzę zatem niekończących się łóżek :)

JJaworska

środa, 3 lipca 2013

Łódź hipsterem miast

Łódź jest dużym miastem, ma więc odpowiednio dużo portali internetowych poświęconych temu, co się w niej dzieje. Jedne skupiają się na prasowych wiadomościach, drugie na polityce, a jeszcze inne na wydarzeniach artystycznych. Istnieją też takie, które opisują życie w mieście z punktu widzenia łodzianina. Jednym z takich portali jest „Łódź hipsterem miast”.




„Łódź hipsterem miast” to właściwie projekt - oprócz strony internetowej prężnie rozwija się profil na facebooku oraz konto na twitterze. Trzy miejsca działalności projektu wzajemnie się uzupełniają, a osobno oferują ciekawe treści dla określonej grupy odbiorców. Strona internetowa to głównie artykuły dwóch redaktorów naczelnych, przy okazji jej założycieli. Jak sami o sobie piszą, to łodzianie kochający miasto, w którym mieszkają. Tematy artykułów mają szeroki przekrój, lecz zawsze dotyczą Łodzi, jej wizerunku, stanu, zmian itp. Autorzy są zaangażowani w rozwój miasta oraz jego dziedzictwo, dlatego często pojawiają się teksty o zapomnianych, bądź pięknych miejscach stolicy województwa. Ważnym elementem są zdjęcia, do każdego artykułu dołączone jest ich co najmniej kilka. Profil facebookowy nie służy do linkowania tekstów na stronie, to osobny byt, który uzupełnia działalność autorów. Na portalu społecznościowym zamieszczane są ciekawe zdjęcia, informacje bieżące, artykuły o Łodzi z innych stron internetowych, a także materiały podsyłane przez użytkowników. Facebook jest też miejscem do dyskusji oraz wymiany spostrzeżeń. Twitter to nowa przestrzeń działalności projektu, choć i na to medium twórcy mają ciekawy pomysł. Pierwszymi tweetami były wypowiedzi ludzi biorących udział w debacie na temat pomników sławnych łodzian na Piotrkowskiej. Kto nie mógł być osobiście na debacie, mógł śledzić ją na żywo dzięki twitterowi.

„Łódź hipsterem miast” to prężnie rozwijająca się inicjatywa, która w doskonały sposób wykorzystuje narzędzia nowych mediów. Dostarcza sprofilowanych treści pod odbiorców, a nie dość tego każdy przejaw działalności „Łodzi...” uzupełnia się i jest spójny z pozostałymi. Autorzy, którzy nie radzą sobie w dobie Internetu i social mediów, powinni uczyć się od redaktorów „Łodzi...”. Polecam zapoznać się z portalem jeżeli interesujecie się miastem i jego zakamarkami, rozwojem, czy historią, pod warunkiem, że nie boicie się dłuższych tekstów. Profil facebookowy to z kolei idealne miejsce dla osób chcących być na bieżąco i dyskutować o Łodzi z innymi mieszkańcami. Twittera warto śledzić ze względu na jego ciekawe wykorzystanie.


Łódź muralami stoi


Łódzkie murale upiększają szare ściany budynków, dodają koloru miastu, są także ciekawym zjawiskiem artystycznym. Malują je często jedni z najlepszych artystów z Europy, dzięki czemu o Łodzi jest głośno. Murale stały się jedną z wizytówek tego pofabrycznego miasta, są szansą na jego rozsławienie, a przede wszystkim świadczą o tym, jak miasto chce być postrzegane.

Jak dobre i coraz bardziej znane na świecie są łódzkie murale najlepiej świadczą dwa przykłady. Pierwszym jest pojawienie się muralu w grze komputerowej, a drugim zdjęcie jednego z dzieł na znanej, zagranicznej stronie internetowej.

Devil May Cry to gra sprzedająca się w nakładzie kilku milionów egzemplarzy na całym świecie, która ma wiernych i oddanych fanów. Studio developerskie przy tworzeniu nowej części serii zdecydowało się na odświeżenie graficzne i stylistyczne gry, więc podczas rozgrywki natrafić można na wiele rysunków i grafik na wirtualnych ścianach. Tym bardziej cieszy umieszczenie w niej muralu z Łodzi, świadczy to o jego wysokim poziomie i przy okazji będą mogły obejrzeć go rzesze graczy. Jakaś część z nich może się nawet zainteresuje i dowie skąd pochodzi oryginał. Samo dostrzeżenie muralu przez twórców przecież coś znaczy.



9gag to portal zbierający ciekawe zdjęcia, memy i grafiki z internetu. Codziennie odwiedza go kilka milionów użytkowników. Twórcami materiałów są sami odwiedzający, ale o tym co dostanie się na stronę główną (najczęściej odwiedzaną) decydują głosy innych. I właśnie tam pojawił się jeden z łódzkich murali, z podpisem „Awesome streetart from Poland”. Ile osób zobaczyło to zdjęcie, a ile poszukało dalej i dowiedziało się o muralach w Łodzi? Oficjalnych statystyk nie ma, ale można założyć, że całkiem dużo.

Patrząc na te przykłady można spokojnie powiedzieć, że Łódź nie mogła się w lepszy sposób wypromować.







Masz FOMO?


Niedawno psychologowie odkryli nowe zaburzenie typowe dla społeczeństwa XXI wieku. Nasz blog oczywiście nie jest portalem psychologicznym, czy też prozdrowotnym, aczkolwiek FOMO, bo tak nazywa się opisywane tu zaburzenie, może dotknąć każdego z nas – użytkowników social media. FOMO (z ang. Fear Of Missing Out) to przymus ciągłego sprawdzania tego, co dzieje się w Internecie. Spowodowany jest on obawą, że coś nas ominie, bądź o czymś się nie dowiemy. Nikt nie lubi być „poza nawiasem”, a media społecznościowe sprawiły, że w jednym miejscu mamy cały pakiet informacji – o świecie, o znajomych, o nadchodzących wydarzeniach. Dzisiaj w Internecie robimy wszystko, trudno bez niego wyobrazić sobie funkcjonowanie we współczesnym świecie. Gorzej jednak, gdy pozbawieni dostępu do sieci czujemy się nieszczęśliwi i przerażeni, mimo że nic złego się nie dzieje. Jeśli rozładowanie komórki doprowadza Cię do szału, a awaria Internetu powoduje, że czujesz się rozbity i opuszczony, to znak, że coś jest na rzeczy.

Według psychologów ludzie cierpiący na FOMO mogą mieć duże problemy z pracą i nauką. Osoby takie, przytłoczone wielością bodźców, mogą doświadczać trudności z koncentracją, z umiejętnością skupienia się. Zwłaszcza dotyczy to osób pracujących na komputerze. Wszyscy przecież wiemy, jak trudno skupić się na pracy, będąc podłączonym do sieci. Chęć sprawdzenia maila lub tego, co dzieje się na Facebooku, Twitterze etc. jest naprawdę silna. To może zapoczątkować tendencje do przekładania ważnych obowiązków na później i zacząć przynosić wymierne straty, jeśli np. nie zdążymy wykonać zadania na czas, bo przez dwie godziny oglądaliśmy memy, zdjęcia znajomych na fejsie, albo filmiki na YouTube.

Jeśli choć trzy z sześciu wymienionych poniżej stwierdzeń dotyczą Ciebie, to znaczy, że możesz mieć syndrom FOMO:
  1. odczuwasz niepokój i lęk, jeśli przez kilka godzin nie masz dostępu do Internetu;
  2. nie potrafisz wyjść z domu bez telefonu, nawet jeśli idziesz tylko na chwilę do osiedlowego sklepiku lub na spacer z psem;
  3. zaczynasz formułować myśli tak, że przypominają komunikaty na Twitterze lub facebookowe statusy;
  4. klikasz „wezmę udział” na Facebooku zawsze, gdy ktoś Cię zaprosi na jakieś wydarzenie, nawet jeśli nie masz zamiaru w nim uczestniczyć;
  5. nawet po wyłączeniu komputera co chwila sprawdzasz skrzynki mailowe i portale społecznościowe w komórce;
  6. gdy poznajesz nową osobę, niezwłocznie wyszukujesz jej profil w Internecie i zapraszasz do znajomych.

Macie FOMO? ;)


Jędrzej Suszyński