Leszek Bzdyl, słynny tancerz, założyciel Teatru Dada von Bzdylow, teatru, który niedawno świętował 20-lecie korzysta z Facebooka jak każdy inny zjadacz chleba. Jednak od tego przeciętnego użytkownika różni go ilość znajomych (ponad dwa i pół tysiąca) oraz popularność każdego jego wpisu. Zasięg jego aktywności na portalu jest szeroki, a dzięki rozpoznawalności i autorytetowi jakim cieszy się w środowisku tańca, każdy jego “post” odbija się echem. Prozaiczne posty przeplatane są linkami do dyskusji o sztuce i tańcu, postami promującymi spektakle Teatru von Bzdylow, licznymi zdjęciami artysty, żartami, maksymami. Swoim profilem facebookowym Bzdyl podkreśla swój wizerunek awangardowego artysty - cynicznego, przewrotnego, zabawnego i inteligentnego, uwielbianego, tanecznego celebryty.
Bzdyl przyznaje się, że dał się wciągnąć w facebookową wirusową chorobę. Chęć dzielenia się wszystkim i czymkolwiek ze znajomymi sprawiła, że Bzdyl zaczął fotografować łóżka w których sypia i zamieszczać je na swoim profilu: łóżka hotelowe, puste, ze skotłowaną pościelą. Tak narodził się projekt "My beds are everywhere". Jest to rodzaj pamiętnika, dziennika łóżkowego. Jak mówi Bzdyl, zdjęcia łóżek budzą w nim wspomnienia danych miejsc, które łatwo zostałyby zapomniane, zatarte przez kolejne miasta i kolejne łóżka. Łóżkowy album stawał się coraz bardziej ekscytujący dla artysty, gdy fotografie wzbudzały zainteresowanie znajomych i fanów. Wraz z objętością albumu rosła jego popularność i stawał się punktem wyjścia ciekawych rozmów, komentarzy, uwag.
Zatoka Sztuki zainteresowała się facebookowym szałem Bzdyla i jego łóżek, i zaproponowała mu wystawę. Tak, po czterech latach z cyberprzestrzeni internetowej 150 łóżek Bzdyla powędrowało na ściany galerii. Wernisażowi towarzyszył performance Bzdyla, równie bezprecedensowy co cała wystawa. Polegał on na wystawieniu autentycznego łóżka, a raczej łoża z Leszkiem Bzdylem w pościeli i przygrywającym obok Olem Walickim w piżamie. Oglądający wystawę mogli położyć się obok artysty, odpocząć, porozmawiać...
Bzdyl zarzeka się, że “My Beds are everywhere” jest projektem nie-artystycznym. Pomimo tego wzbudził wiele emocji, najpierw znajomych na Facebooku, później zainteresowanie Zatoki Sztuki a ostatecznie wywołał szum medialny. Mam wrażenie, że projekt urzeka swoją prostotą, szczerością i sentymentalnością. Pomimo niewielkich walorów artystycznych całego przedsięwzięcia (bardziej niż z artystą ma się wrażenie mieć do czynienia z maniakiem), projekt budzi sympatię, szczególnie jego facebookowa historia oraz pomysł Bzdyla na kontynuowanie go na portalu dośmiertnie. Artyście życzę zatem niekończących się łóżek :)
JJaworska



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz