niedziela, 21 lipca 2013

Kreatywność reklamy, jej największym atutem


W dobie zalewania populacji wszechobecną reklamą, jej niestandardowe formy przeżywają swój triumf. Jest tak przede wszystkim dlatego, że reklama ambientowa jest reklamą kreatywną i ma jeszcze szanse na zaskoczenie odbiorców, ponad to jej celem jest wykorzystywanie kontekstów związanych z promowanym produktem i wchodzenie w interakcję z otoczeniem i odbiorcami. Dlatego coraz częściej kreatywny pomysł na reklamę dostosowaną do konkretnego produktu i grupy odbiorców jest dużo bardziej skuteczny niż setki metrów powierzchni reklamowych. Świetnym przykładem sukcesu reklamy niestandardowej jest promocja wystawy “Korespondencje” Muzeum Sztuki w Łodzi. Trafione było przede wszystkim hasło reklamowe: “Będę w Łodzi od 14 grudnia” z podpisem jednego z artystów wystawy: Picasso, Kandinsky, Andy Warhol bądź Klee. Bezdyskusyjnym triumfem ambientu były zaś przeźroczyste naklejki z hasłem reklamowym wypisanym jakby markerem przez samych artystów, rozklejone w różnych częściach miasta. Przez cały okres trwania kampanii miało się wrażenie, że artyści: Picasso, Kandinsky, Andy Warhol bądź Klee żyją, ukrywają się pod ciemnymi płaszczami i bawią z nami w podchody, zostawiając wszędzie zaproszenia na spotkanie w Muzeum Sztuki. Napisy przywoływały wspomnienia kolonijnych napisów „Tu byłem. Piotrek 89”, tym bardziej, że pojawiały się wszędzie: w toaletach, na szybach, stołach kawiarni, słupach, teatrach, tramwajach, pociągach. Kampania objęła pięć miast Polski, wykorzystywała najmocniejszy punkt wystawy, powszechnie rozpoznawalne nazwiska artystów, jednocześnie forma promocji była bliska codzienności odbiorców, na wyciągnięcie ręki i niewątpliwie zwracająca uwagę. Ten, jakże prosty i wyjątkowo skuteczny pomysł wywołał wielki efekt medialny i sprowadził tłumy na ulicę Ogrodową w Łodzi do MS2. 

poniedziałek, 15 lipca 2013

“My beds are everywhere” czyli “Wszystkie łóżka Leszka Bzdyla”

Myślę, że mogę zaryzykować stwierdzeniem, że prawie każdy artysta ma profil na Facebooku. Ten niesłychanie popularny portal internetowy jest w tym momencie jednym z najlepszych kanałów promocji w sieci, o czym nikogo nie trzeba przekonywać. Lecz Facebook może stać się również inspiracją do przedsięwzięć twórczych, jak choćby łóżka fotografowane przez Leszka Bzdyla, które stały się przedmiotem wystawy, są tego przykładem.

Leszek Bzdyl, słynny tancerz, założyciel Teatru Dada von Bzdylow, teatru, który niedawno świętował 20-lecie korzysta z Facebooka jak każdy inny zjadacz chleba. Jednak od tego przeciętnego użytkownika różni go ilość znajomych (ponad dwa i pół tysiąca) oraz popularność każdego jego wpisu. Zasięg jego aktywności na portalu jest szeroki, a dzięki rozpoznawalności i autorytetowi jakim cieszy się w środowisku tańca, każdy jego “post” odbija się echem. Prozaiczne posty przeplatane są linkami do dyskusji o sztuce i tańcu, postami promującymi spektakle Teatru von Bzdylow, licznymi zdjęciami artysty, żartami, maksymami. Swoim profilem facebookowym Bzdyl podkreśla swój wizerunek awangardowego artysty - cynicznego, przewrotnego, zabawnego i inteligentnego, uwielbianego, tanecznego celebryty.

Bzdyl przyznaje się, że dał się wciągnąć w facebookową wirusową chorobę. Chęć dzielenia się wszystkim i czymkolwiek ze znajomymi sprawiła, że Bzdyl zaczął fotografować łóżka w których sypia i zamieszczać je na swoim profilu: łóżka hotelowe, puste, ze skotłowaną pościelą. Tak narodził się projekt "My beds are everywhere". Jest to rodzaj pamiętnika, dziennika łóżkowego. Jak mówi Bzdyl, zdjęcia łóżek budzą w nim wspomnienia danych miejsc, które łatwo zostałyby zapomniane, zatarte przez kolejne miasta i kolejne łóżka. Łóżkowy album stawał się coraz bardziej ekscytujący dla artysty, gdy fotografie wzbudzały zainteresowanie znajomych i fanów. Wraz z objętością albumu rosła jego popularność i stawał się punktem wyjścia ciekawych rozmów, komentarzy, uwag.


Zatoka Sztuki zainteresowała się facebookowym szałem Bzdyla i jego łóżek, i zaproponowała mu wystawę. Tak, po czterech latach z cyberprzestrzeni internetowej 150 łóżek Bzdyla powędrowało na ściany galerii. Wernisażowi towarzyszył performance Bzdyla, równie bezprecedensowy co cała wystawa. Polegał on na wystawieniu autentycznego łóżka, a raczej łoża z Leszkiem Bzdylem w pościeli i przygrywającym obok Olem Walickim w piżamie. Oglądający wystawę mogli położyć się obok artysty, odpocząć, porozmawiać...



Bzdyl zarzeka się, że “My Beds are everywhere” jest projektem nie-artystycznym. Pomimo tego wzbudził wiele emocji, najpierw znajomych na Facebooku, później zainteresowanie Zatoki Sztuki a ostatecznie wywołał szum medialny. Mam wrażenie, że projekt urzeka swoją prostotą, szczerością i sentymentalnością. Pomimo niewielkich walorów artystycznych całego przedsięwzięcia (bardziej niż z artystą ma się wrażenie mieć do czynienia z maniakiem), projekt budzi sympatię, szczególnie jego facebookowa historia oraz pomysł Bzdyla na kontynuowanie go na portalu dośmiertnie. Artyście życzę zatem niekończących się łóżek :)

JJaworska

środa, 3 lipca 2013

Łódź hipsterem miast

Łódź jest dużym miastem, ma więc odpowiednio dużo portali internetowych poświęconych temu, co się w niej dzieje. Jedne skupiają się na prasowych wiadomościach, drugie na polityce, a jeszcze inne na wydarzeniach artystycznych. Istnieją też takie, które opisują życie w mieście z punktu widzenia łodzianina. Jednym z takich portali jest „Łódź hipsterem miast”.




„Łódź hipsterem miast” to właściwie projekt - oprócz strony internetowej prężnie rozwija się profil na facebooku oraz konto na twitterze. Trzy miejsca działalności projektu wzajemnie się uzupełniają, a osobno oferują ciekawe treści dla określonej grupy odbiorców. Strona internetowa to głównie artykuły dwóch redaktorów naczelnych, przy okazji jej założycieli. Jak sami o sobie piszą, to łodzianie kochający miasto, w którym mieszkają. Tematy artykułów mają szeroki przekrój, lecz zawsze dotyczą Łodzi, jej wizerunku, stanu, zmian itp. Autorzy są zaangażowani w rozwój miasta oraz jego dziedzictwo, dlatego często pojawiają się teksty o zapomnianych, bądź pięknych miejscach stolicy województwa. Ważnym elementem są zdjęcia, do każdego artykułu dołączone jest ich co najmniej kilka. Profil facebookowy nie służy do linkowania tekstów na stronie, to osobny byt, który uzupełnia działalność autorów. Na portalu społecznościowym zamieszczane są ciekawe zdjęcia, informacje bieżące, artykuły o Łodzi z innych stron internetowych, a także materiały podsyłane przez użytkowników. Facebook jest też miejscem do dyskusji oraz wymiany spostrzeżeń. Twitter to nowa przestrzeń działalności projektu, choć i na to medium twórcy mają ciekawy pomysł. Pierwszymi tweetami były wypowiedzi ludzi biorących udział w debacie na temat pomników sławnych łodzian na Piotrkowskiej. Kto nie mógł być osobiście na debacie, mógł śledzić ją na żywo dzięki twitterowi.

„Łódź hipsterem miast” to prężnie rozwijająca się inicjatywa, która w doskonały sposób wykorzystuje narzędzia nowych mediów. Dostarcza sprofilowanych treści pod odbiorców, a nie dość tego każdy przejaw działalności „Łodzi...” uzupełnia się i jest spójny z pozostałymi. Autorzy, którzy nie radzą sobie w dobie Internetu i social mediów, powinni uczyć się od redaktorów „Łodzi...”. Polecam zapoznać się z portalem jeżeli interesujecie się miastem i jego zakamarkami, rozwojem, czy historią, pod warunkiem, że nie boicie się dłuższych tekstów. Profil facebookowy to z kolei idealne miejsce dla osób chcących być na bieżąco i dyskutować o Łodzi z innymi mieszkańcami. Twittera warto śledzić ze względu na jego ciekawe wykorzystanie.


Łódź muralami stoi


Łódzkie murale upiększają szare ściany budynków, dodają koloru miastu, są także ciekawym zjawiskiem artystycznym. Malują je często jedni z najlepszych artystów z Europy, dzięki czemu o Łodzi jest głośno. Murale stały się jedną z wizytówek tego pofabrycznego miasta, są szansą na jego rozsławienie, a przede wszystkim świadczą o tym, jak miasto chce być postrzegane.

Jak dobre i coraz bardziej znane na świecie są łódzkie murale najlepiej świadczą dwa przykłady. Pierwszym jest pojawienie się muralu w grze komputerowej, a drugim zdjęcie jednego z dzieł na znanej, zagranicznej stronie internetowej.

Devil May Cry to gra sprzedająca się w nakładzie kilku milionów egzemplarzy na całym świecie, która ma wiernych i oddanych fanów. Studio developerskie przy tworzeniu nowej części serii zdecydowało się na odświeżenie graficzne i stylistyczne gry, więc podczas rozgrywki natrafić można na wiele rysunków i grafik na wirtualnych ścianach. Tym bardziej cieszy umieszczenie w niej muralu z Łodzi, świadczy to o jego wysokim poziomie i przy okazji będą mogły obejrzeć go rzesze graczy. Jakaś część z nich może się nawet zainteresuje i dowie skąd pochodzi oryginał. Samo dostrzeżenie muralu przez twórców przecież coś znaczy.



9gag to portal zbierający ciekawe zdjęcia, memy i grafiki z internetu. Codziennie odwiedza go kilka milionów użytkowników. Twórcami materiałów są sami odwiedzający, ale o tym co dostanie się na stronę główną (najczęściej odwiedzaną) decydują głosy innych. I właśnie tam pojawił się jeden z łódzkich murali, z podpisem „Awesome streetart from Poland”. Ile osób zobaczyło to zdjęcie, a ile poszukało dalej i dowiedziało się o muralach w Łodzi? Oficjalnych statystyk nie ma, ale można założyć, że całkiem dużo.

Patrząc na te przykłady można spokojnie powiedzieć, że Łódź nie mogła się w lepszy sposób wypromować.







Masz FOMO?


Niedawno psychologowie odkryli nowe zaburzenie typowe dla społeczeństwa XXI wieku. Nasz blog oczywiście nie jest portalem psychologicznym, czy też prozdrowotnym, aczkolwiek FOMO, bo tak nazywa się opisywane tu zaburzenie, może dotknąć każdego z nas – użytkowników social media. FOMO (z ang. Fear Of Missing Out) to przymus ciągłego sprawdzania tego, co dzieje się w Internecie. Spowodowany jest on obawą, że coś nas ominie, bądź o czymś się nie dowiemy. Nikt nie lubi być „poza nawiasem”, a media społecznościowe sprawiły, że w jednym miejscu mamy cały pakiet informacji – o świecie, o znajomych, o nadchodzących wydarzeniach. Dzisiaj w Internecie robimy wszystko, trudno bez niego wyobrazić sobie funkcjonowanie we współczesnym świecie. Gorzej jednak, gdy pozbawieni dostępu do sieci czujemy się nieszczęśliwi i przerażeni, mimo że nic złego się nie dzieje. Jeśli rozładowanie komórki doprowadza Cię do szału, a awaria Internetu powoduje, że czujesz się rozbity i opuszczony, to znak, że coś jest na rzeczy.

Według psychologów ludzie cierpiący na FOMO mogą mieć duże problemy z pracą i nauką. Osoby takie, przytłoczone wielością bodźców, mogą doświadczać trudności z koncentracją, z umiejętnością skupienia się. Zwłaszcza dotyczy to osób pracujących na komputerze. Wszyscy przecież wiemy, jak trudno skupić się na pracy, będąc podłączonym do sieci. Chęć sprawdzenia maila lub tego, co dzieje się na Facebooku, Twitterze etc. jest naprawdę silna. To może zapoczątkować tendencje do przekładania ważnych obowiązków na później i zacząć przynosić wymierne straty, jeśli np. nie zdążymy wykonać zadania na czas, bo przez dwie godziny oglądaliśmy memy, zdjęcia znajomych na fejsie, albo filmiki na YouTube.

Jeśli choć trzy z sześciu wymienionych poniżej stwierdzeń dotyczą Ciebie, to znaczy, że możesz mieć syndrom FOMO:
  1. odczuwasz niepokój i lęk, jeśli przez kilka godzin nie masz dostępu do Internetu;
  2. nie potrafisz wyjść z domu bez telefonu, nawet jeśli idziesz tylko na chwilę do osiedlowego sklepiku lub na spacer z psem;
  3. zaczynasz formułować myśli tak, że przypominają komunikaty na Twitterze lub facebookowe statusy;
  4. klikasz „wezmę udział” na Facebooku zawsze, gdy ktoś Cię zaprosi na jakieś wydarzenie, nawet jeśli nie masz zamiaru w nim uczestniczyć;
  5. nawet po wyłączeniu komputera co chwila sprawdzasz skrzynki mailowe i portale społecznościowe w komórce;
  6. gdy poznajesz nową osobę, niezwłocznie wyszukujesz jej profil w Internecie i zapraszasz do znajomych.

Macie FOMO? ;)


Jędrzej Suszyński

wtorek, 2 lipca 2013

Kiedy publikować treści w social media?


Macie konta na popularnych portalach społecznościowych typu Facebook, Google +, Pinterest, czy Twitter? Publikujecie treści, ale nie otrzymujecie odpowiedzi od społeczności? Zastanawiacie się co robicie źle? Dlaczego Wasi odbiorcy nie odpowiadają? Nie chcą czy nie mogą? Według ekspertów z „Social Caffeine” - portalu zajmującego się tematyką social media - wszystko rozbija się o czas, w którym publikujemy treści. Są bowiem godziny i dni lepsze oraz gorsze, jeżeli chodzi o publikacje naszych wypowiedzi w mediach społecznościowych. Poniżej prezentuję czas w jakim najlepiej działać w social media a kiedy lepiej sobie odpuścić. Należy pamiętać, że są to wyniki uśrednione, biorące pod uwagę wszystkie grupy wiekowe. Musicie zwrócić uwagę na to, do kogo chcecie dotrzeć. O innej godzinie będziemy publikować, gdy zależy nam na dzieciach i młodzieży, o innej gdy naszym targetem są ludzie pracujący. Mam jednak nadzieję, że poniższe informacje choć trochę Wam się przydadzą.

1. Facebook

Najlepszy czas: 13:00 – 16:00.
Najlepszy dzień: środa.
Najgorszy czas: 20:00 – 8:00
Najgorsze dni: piątek, sobota i niedziela.

2. Google Plus


Najlepszy czas: 9:00 – 11.00.
Najgorszy czas: 18:00 – 8:00.

3. Twitter


Najlepszy czas: 13:00 – 15:00.
Najlepszy dzień: poniedziałek, wtorek, środa i czwartek.
Najgorszy czas: 20:00 – 9:00.
Najgorszy dzień: piątek.

4. Pinterest


Najlepszy czas: 14:00 – 16:00 oraz 20:00 – 1:00.
Najlepszy dzień: Sobota.
Najgorszy czas: 17:00 – 19:00.

5. LinkedIn


Najlepszy czas: 7:00 – 9:00 oraz 18:00 – 8:00.
Najlepszy dzień: wtorek, środa i czwartek.
Najgorszy czas: 22:00 – 6:00.
Najgorsze dni: poniedziałek i piątek.


Jędrzej Suszyński

poniedziałek, 1 lipca 2013

Czy łódzkie instytucje artystyczne radzą sobie w świecie social mediów?


Badane: łódzkie instytucje artystyczne
Pod kątem: aktywności w social mediach
Obszary badania: strona internetowa, facebook, twitter, youtube

Łódzki Dom Kultury

Strona internetowa ŁDK wygląda nowocześnie, jest czytelna i zawiera niezbędne informacje. Wyszukiwanie jest ułatwione przez szereg narzędzi np. mapę serwisu. Na głównej stronie widnieją aktualności oraz wiele nowych wpisów, pojawiających się na stronie regularnie. Aktualności można przeglądać według dat za pomocą kalendarza na prawym boku. Na stronie brak odnośników do innych kanałów udzielania się ŁDK.

Profil facebookowy ŁDK lubi nieco ponad tysiąc osób. Wpisy pojawiają się regularnie, często codziennie, a przynajmniej raz na dwa-trzy dni. Posty zazwyczaj są powiązane z aktualnościami na stronie internetowej. Oprócz zwykłych informacji pojawiają się także galerie zdjęć z wydarzeń odbywających się w ŁDK.

ŁDK nie posiada konta na twitterze, ani na youtube.

Podsumowanie: Łódzki Dom Kultury posiada bardzo przejrzystą i dobrze prowadzoną stronę. Profil na facebooku służy do zamieszczania krótkich informacji i linków do strony, więc potencjał społecznościowego portalu nie jest do końca wykorzystany. Brak profilów na twitterze i youtubie świadczy o tym, że ŁDK skupia się na stronie internetowej, nie wykorzystując w pełni potencjału social mediów.

Teatr Jaracza

Na stronie internetowej teatru można znaleźć właściwie wszystkie niezbędne informacje wzbogacone o ciekawostki dla dociekliwych. Bez problemu można więc przejrzeć repertuar, zamówić bilety, czy śledzić bieżące informacje. Dla bardziej zainteresowanych przewidziano działy o historii, aktorach i innych aktywnościach teatru. Na stronie znajdują się odnośniki do profilu facebookowego i kanału na youtubie.

Profil facebookowy lubi nieco ponad osiem tysięcy użytkowników. Wpisy pojawiają się z różną częstotliwością czasami raz na tydzień, czasami dwa razy dziennie. Nierzadko lubi je dość znaczna liczba osób, a prawie pod każdym z tekstów jest kilka komentarzy. Materiały wrzucane przez teatr są pisane luźniejszym językiem, dopasowanym do specyfiki portalu społecznościowego. Wpisy dotyczą zazwyczaj tego, co aktualnie dzieje się w teatrze, lecz nie są to wyłącznie uzupełnienia aktualności ze strony internetowej. Przy prawie każdym wpisie pojawia się zdjęcie.

Kanał youtubowy teatru zawiera fragmenty, zwiastuny, lub fotocasty z przedstawień odgrywanych na jego scenie. Filmiki są krótkie, nie przekraczają dwóch minut. Niestety jest ich tylko dziesięć, a ostatni z nich został załadowany rok temu.

Teatr Jaracza nie posiada konta na twitterze.

Podsumowując: Teatr Jaracza ma bardzo dobra stronę internetową, której niczego nie brakuje. Bardzo dobrze jest też prowadzony profil facebookowy, zawiera ciekawe materiały i jest też miejscem do dialogu między użytkownikami/widzami, a ludźmi z teatru. Rozczarowuje za to kanał na youtube, który jest prowadzony po macoszemu, na zasadzie „żeby był”. Teatr radzi więc sobie dosyć dobrze, szczególnie cieszy wykorzystanie facebooka, lecz wciąż brakuje kilku drobnych szlifów, głównie przy prowadzeniu youtubowego kanału.

Teatr Wielki

Strona internetowa teatru jest przejrzysta i zawiera wszystkie potrzebne informacje. Rozczarowuje jedynie pod względem aktualności, które pojawiają się bardzo rzadko, nawet w odstępie miesiąca. Pozostałe działy są prowadzone lepiej i obejmują o wiele więcej materiałów. Na stronie znajdują się odnośniki do profilu facebookowego oraz kanału do youtube’a.

Profil facebookowy teatru, który lubi ponad dwa i pół tysiąca użytkowników, przejął rolę zamieszczania aktualności. To tutaj pojawiają się wszystkie nowinki, a także zdjęcia ze spektakli oraz innych działań podejmowanych przez teatr. Wpisy pojawiają się regularnie i dość często, czasami są komentowane. Śledzenie profilu to właściwie jedyny sposób, żeby być na bieżąco z życiem teatru.

Kanał youtubowy, wzorem teatru Jaracza, jest prowadzony po macoszemu. Zawiera jedynie trzynaście filmików, średnio po półtorej minuty, a ostatni z nich został załadowany rok temu. Większość to „zajawki” z przedstawień, choć zdarzają się też inne, związane z działalnością teatru.

Podsumowując: strona teatru Wielkiego jest przejrzysta i zawiera niezbędne informacje. Profil facebookowy jest dość żywy, często pojawiają się na nim nowe wpisy. Jest to też jedyne miejsce, dzięki któremu można być na bieżąco z działalnością teatru, bowiem strona internetowa jest praktycznie pozbawiona aktualności. Jest to całkiem niezły pomysł, dzięki któremu przy każdym wpisie może udzielać się społeczność oraz fani teatru. Rozczarowuje kanał youtubowy, o którym nawet nie warto wspominać.

Filharmonia Łódzka

Strona internetowa filharmonii jest przejrzysta i zawiera niezbędne informacje. Aktualności dotyczą jedynie największych i najważniejszych zdarzeń. Pozostałe działy zawierają wiele materiałów, dzięki którym można poznać odpowiedzi na pytania o repertuar, czy rodzaj i koszt abonamentów. Miłym dodatkiem jest FAQ. Na stronie pojawiają się odnośniki do facebookowego profilu filharmonii, a także do blogu.

Profil faceookowy ma ponad sześć tysięcy fanów. Wpisy pojawiają się często i regularnie, dotyczą głównie życia teatru. Na stronie znajduje się znacznie więcej zdjęć i różnych sesji (niż tekstu),choć może to wynikać z trwającego właśnie remontu. Profil jest przeznaczony dla fanów filharmonii, to dzięki niemu można zajrzeć na zaplecze filharmonii, a także być na bieżąco.

Kanał youtubowy filharmonii zawiera piętnaście, kilkuminutowych filmów o różnej tematyce. Ostatni z filmów został załadowany cztery miesiące temu. Niektóre z filmików są specjalnie przygotowane dla serwisu, a pozostałe pokazują filharmonie od mniej znanej strony. Np. na jednym z filmów został zaprezentowany chór. Jest to więc jedyny kanał, na który warto zajrzeć, choć do pełni szczęścia brakuje częstszych aktualizacji.

Dodatkowo filharmonia prowadzi blog, na którym zamieszcza dłuższe teksty dla entuzjastów. Pojawiające się tam wpisy mogą zainteresować zarówno znawców, jak i laików. Tym większa zatem szkoda, że pojawiają się bardzo rzadko. Blog mógłby być bardzo miłym urozmaiceniem, gdyby tylko był częściej aktualizowany. Co nie zmienia faktu, że co bardziej dociekliwi mają okazję dowiedzieć się więcej na tematy około filharmonijne.

Filharmonia nie posiada konta na twitterze.


Podsumowując: Filharmonia Łódzka posiada dobrą stronę internetową oraz poprawnie prowadzony profil na facebooku. Pozostałe dwa aspekty działalności, czyli blog oraz kanał na youtbuie, cieszą jako dodatek, lecz niestety brakuje im częstych aktualizacji. Jednak łącząc wszystko w całość, filharmonia oferuje najwięcej na polu social mediów.

Po co chować do szuflady?


Ile osób pisze własne opowiadania, powieści, wiersze, scenariusze i inne teksty, a potem chowa je do szuflady, ewentualnie pokazuje tylko najbliższym znajomym? Oficjalnych statystyk nie ma, ale zapewne takich ludzi jest sporo (ja np. osobiście znam dwoje podobnych twórców). Ile zaś z tych dzieł można by z powodzeniem opublikować, pokazać gdzieś dalej? W wielu przypadkach nigdy nie będzie możliwości aby się tego dowiedzieć, jednak na szczęście w świecie Internetu szufladę coraz częściej zastępuje blog.

Zalety publikowania w sieci są na tyle duże, że ilość blogów z twórczością pisaną potrafi miło zaskoczyć. Jakie są więc atuty internetowych opowiadań? Blog zapewnia anonimowość, tak pożądaną przez niedoświadczonych jeszcze twórców. Dzięki temu, że internetowa brać zna ich tylko z pseudonimu, łatwiej jest znieść im krytykę. Pokazywanie tekstu tylko znajomym, którzy z reguły zawsze pochwalą każde wypociny, przestaje mieć w tym wypadku sens. Wystawienie się na opinie innych pozawala rozwinąć warsztat, a także zbadać co aktualnie podoba się odbiorcom. Nie bez znaczenia jest także możliwość pisania na komputerze z programem poprawiającym błędy oraz łatwość w dzieleniu się tekstem.

Blogi oprócz samego tekstu pozwalają także zamieścić dodatkowe materiały: zdjęcia, muzykę, wideo, wszystko co twórca zapragnie, a co według niego poprawi odbiór tekstu. Równie ważny jest szablon dla opowiadania, w sieci można znaleźć specjalne strony, zrzeszające osoby zajmujące się wizualną stroną blogów. Wystarczy na taką zajrzeć, a zawsze znajdzie się ktoś, kto dostosuję wygląd bloga do potrzeb twórcy. Społeczność wokół internetowych opowiadań organizuje się do tego stopnia, że oprócz wspomnianych „szablonarni” powstają także: spisy blogów, strony poradniki o pisaniu, strony oceniające blogi (tak zwane „ocenialnie”) oraz spisy ocenialni. Sami autorzy czytają nawzajem swoje prace, a także wymieniają się wiedzą i organizują konkursy.

Perspektywa odbiorców rysuje się, co najmniej, równie dobrze. Teksty zamieszczone na blogach można oczywiście czytać za darmo, a spisy i „ocenialnie” podpowiedzą co warto przeczytać. Przekrój opowiadań jest naprawdę spory, od fantasy, przez romanse, aż do powieści detektywistycznych. Każdy znajdzie coś dla siebie. Najwięcej powstaje tak zwanych fanfików, czyli blogów na podstawie innego dzieła, może to być kontynuacja przygód Harrego Pottera, czy Saga Zmierzch oczami Jacoba. Poziom blogów jest różny a zatem nierzadko można trafić także i na bardzo przeciętne, lub wręcz złe blogi.. Jednak w przypadku tej społeczności czytanie nie jest najważniejsze, warto przyjrzeć się też różnorodności, tym jak rozwijają się poszczególni twórcy, co interesuje daną grupę społeczną itd. Śledząc blogi z opowiadaniami można zebrać całkiem pokaźną bazę danych.


Blogów z opowiadaniami najlepiej szukać na domenie blogspot.com.